|
Blog > Komentarze do wpisu
SZARAK
... Czmychający z koniczyny zając przerwał rozmowę o tajemniczym bunkrze. - Patrz! Tam jest mały zajączek! – Sylwek wskazał na szaro-brązową przyczajoną nieruchomą kulkę i dodał. Jest mój. Matka zajęczyca przestraszona brzękiem rowerów, uciekła, zostawiając swoje maleństwo. Nicponiowatość chłopców nie pozwoliła na pozostawienie zajączka w spokoju. - Zajdziesz od przodu i odwrócisz uwagę, ja zajdę go od tyłu – Sylwek zdjął koszulę, znał zwyczaje, zręczność i umiejętność zajęczego rodu. Takie maleństwo nie potrafi szybko biegać lecz potrafi robić błyskawiczne zwroty i uniki. Trzymając rozpostartą koszulę zbliżał się powoli od tyłu do przerażonego malucha. Rzut na zajączka. Pudło. Zwierzątko zrobiło kilka zwrotów i uników i zmęczone przyczaiło się kilkadziesiąt metrów dalej, w zagłębieniu ziemi, przekonane o swej niewidoczności. Sylwek wytarł zielone od trawy łokcie i kolana. Sztuka skradania się była nieobca chłopcom. Następny rzut i ciepła puszysta kulka z łomoczącym z przerażenia sercem, szamotała się w koszuli. - Głupi zającu nic ci nie zrobię. Będziesz sobie mieszkał w klatce w sadzie razem z królikami. Dostaniesz jedzenie i picie. Nie wiadomo dlaczego zajączkowi ta propozycja więziennego dobrobytu nie podobała się. Popiskiwał i szamotał się uwięziony w zawiązanej koszuli. Dotarli do domów. - Złapałem zająca – pochwalił się Sylwek ojcu. - To widać po zielonych kolanach i łokciach – zażartował ojciec. - Ale ja naprawdę złapałem zająca. Mam go w koszuli – pokazał. - Źle zrobiłeś synu, że zabrałeś malca od matki, teraz jest za późno by wpuścić go na wolność. Będziesz musiał troskliwie opiekować się by przeżył – powiedział ojciec oglądając maleństwo. W przydomowym sadzie, przy starej gruszy, obok drewnianego kurnika, stały piętrowe klatki królicze. Do obowiązków Sylwka należała opieka nad nimi, jak również nad gołębiami w gołębniku na strychu. W jednej klatce mieszkały samce, nie lubiły one maluchów i mogły im zrobić krzywdę. W innych matki z maleństwami a w jeszcze innych królicza młodzież. To były jego króliki. Remont klatek i wszystkie czynności związane z hodowlą wykonywał sam. Rodzice dyskretnie kontrolowali czy zwierzętom nie dzieje się krzywda, Jedna klatka była pusta. - Tu będziesz mieszkał Szaraku, tak będę cię nazywał – zamykając klatkę powiedział Sylwek. Przyniósł z domu w talerzyku świeżego mleka, narwał zajęczego przysmaku mleczu i koniczyny. Nałamał drobnych zielonych gałązek. Zające dbają o swoje zęby i czyszczą je obgryzając korę z drzewek i świeżych gałązek. Kończył się warmiński lipcowy dzień. Dzieciarnia rozsiadła się na schodach i pod lipami, strzegącymi wejścia na ganek z różnokolorowymi szybkami. Pałaszowali z apetytem kolację. W świeżym mleku z wieczornego udoju pływały gęsto czarne jagody. W rękach pajdy domowego chleba posmarowane właśnie ubitym świeżym masłem i milowym miodem, przełożone białym wiejskim serem. Pszczoła zbierająca nektar z lipowych kwiatów wyczuła zapach miodu i zbliżyła się niebezpiecznie do kromki kuzyna Janka. Janek znał zwyczaje warmińskich pszczół i spokojnie na wszelki wypadek skrył się w domu.. Sylwek kładąc się spać, myślał o minionym dniu. Co kryje tajemniczy bunkier? Czy Szarak potrafi samodzielnie jeść? O świcie następnego dnia. Sylwek pognał do sadu. Ucieszył się. Szarak zjadł trochę mleczu i ubyło mleka w talerzyku. Umie samodzielnie jeść, będzie żył. ... niedziela, 03 września 2006, edward.bernatowicz
|