|
Blog > Komentarze do wpisu
Duch Przestrzelonego Krzyża
... Sylwka czekała jeszcze powrotna droga do domu, przez las, lecz nie to było najgorsze. Przerażało go, że nocą będzie musiał przejeżdżać obok przestrzelonego krzyża. Po za tym w domu czeka go reprymenda ojca za późny powrót. Obiecał, że wróci przed nocą. Lecz burza, taniec Jędrucha a przede wszystkim Ola spowodowały, że czas nie istniał. Całe szczęście, ze na potańcówce jest jego szkolny przyjaciel Mikołaj. Powrót we dwójkę będzie raźniejszy. - Mikołaj wracamy do domu? Gdzie masz rower? – Zapytał, gdy grzmoty piorunów oddaliły się bezpiecznie. Padający burzowy deszcz nie był przeszkodą. Często lubili ganiać tylko w spodenkach po letnim, ciepłym warmińskim deszczu. - Przyszedłem na piechotę. Zabierzesz mnie na ramę? - Zapytał - Dobrze. Ale pedałować będziemy na zmianę. Rowery, na wsi warmińskiej lat sześćdziesiątych, ogrywały ważną rolę. Zakup był poważną inwestycją dla rodziny. Były to zazwyczaj masywne, produkcji radzieckiej. Służyły do transportu trzydziesto litrowych, baniek mleka do zlewni lub z pola i innych artykułów rolnych. No i oczywiście do przemieszczania się. Formą podróżowania we dwójkę było, wożenie na ramie. Nie było to wygodne szczególnie osobie wiezionej. Rama wpijała się w tyłek. Takie podwożenie dziewcząt proponowali dorastający chłopcy. Było to elementem zalotów. Dziewczyna przyjmowały propozycje jazdy na ramie od chłopców, którzy nie byli jej obojętni, lub, jeżeli chciały wzbudzić zazdrość u koleżanek. - Nie wierć się! Bo wyładujemy w pokrzywach. Rower podskakujący w mroku, na polnej drodze, uwierał Sywka ramą. Ten odcinek drogi pedałował Mikołaj. - Przez las pójdziemy pieszo – zaproponował. - Dalej będzie droga brukowa obok przestrzelonego krzyża. Co masz stracha? – Pomimo swych czternastu lat przestrzelony krzyż budził u nich podświadomy lęk. - Bzdury opowiadasz. Ja bałby się duchów i zjaw. Przecież zdawałem do szkoły Rybołówstwa Morskiego. – Powiedział dumnie Sylwek. - Co? Dostałeś się? Bo ja już zostałem przyjęty do Technikum Rolniczego w Lidzbarku. - Egzamin teoretyczny zdałem, jeszcze czeka mnie dwutygodniowy rejs kandydacki. - Zazdroszczę Ci tego rejsu i szkoły. Nareszcie wyrwiesz się z tej wiochy zabitej deskami. – Powiedział Mikołaj. Od czwartej klasy byli kolegami czytali te same książki, razem marzyli o dalekich podróżach. Mikołaja rodzice zadecydowali, ze ma być rolnikiem. Sylwek przekonał swoich by pozwolili zdawać do Państwowej Szkoły Rybołówstwa Morskiego w Gdyni. Ojciec nie wierzył, ze Sylwek dostanie się. Okazało się, ze całkiem nieźle zdał egzamin teoretyczny. Przeszedł pomyślnie badania lekarskie. Jeszcze tylko rejs kandydacki. - Wsiadaj! – Powiedział Sylwek, gdy doszli do brukowanej drogi. - Pedałuj wolno. Bo na tych kocich łbach rama przetnie mi tyłek na ...– Nie dokończył zdania. W tym momencie dojechali do miejsca gdzie krzaki odsłaniały przydroży, Przestrzelony Krzyża. Widok ich przeraził. Czuli jak zimny pot oblewa ich ciało a włosy staja dęba. - Widzisz. – Cicho wyszeptał Sylwek. - Tak. Pedałuj. – Wymamrotał Mikołaj. Pod krzyżem klęczała ledwie widoczna postać. W poświacie, przebijającego się przez chmury światła księżycowego, wyglądała jak gdyby miała na sobie ni to sutannę, ni to szynel wojskowy czy też ciemny długi płaszcz. Była nieruchoma, zwrócona tyłem do odległej o dwadzieścia metrów, drogi. Przerażeni nie patrzyli w tamtą stronę. Wydawało się, że gdy się nie widzi zjawy lub ducha to znaczy, że go niema. Tak jak małe dziecko, które chowa głowę pod pierzynę, gdy boi się duchów. Brzęczący, błotnikiem, rower zatrzymał się dopiero przy domu Sylwka. Dopiero wtedy odzyskali głos. - Sylwek czyj to był duch? – Bo że to był duch nie mieli wątpliwości. - Szulca albo ruskiego sołdata, który przestrzelił ten krzyż. - Jego ubranie wyglądało jak sutanna, to może był to duch tego księdza z Frydrychowej rozbitki. Przez całe życie Sylwek nie dopuszczał myśli, że to była postać materialna. Na przykład stary Mil, wracający z upolowanym zającem, słysząc rozmowę i dźwięk roweru. Postanowił nastraszyć chłopców urealniając w ten sposób, krążące od wojny opowiadania o zjawach i duchach. ...
sobota, 13 stycznia 2007, edward.bernatowicz
|