|
Blog > Komentarze do wpisu
Sylwek tego jeszcze niewiedział
- Wychodzimy, tak by nas nikt nie widział, bo będziemy mieli kłopoty – powiedział Sylwek, gdy zabrano ciało żołnierza. Na czworakach, zasłonięci przewróconym stołem, niewidoczni z głębi sali, wydostali się przez rozbite drzwi na zewnątrz. - Sylwek, co tam widziałeś, że tak zaniemówiłeś – dopytywał się Mikołaj. - Nie. Nic takiego – nie chciał niepokoić przyjaciół. - Chłopcy noga mi spuchła i nie mogę iść – powiedziała Ola. - Poczekaj. Zrobimy z rąk krzesełko i cię poniesiemy, przed wsią mamy ukryty w krzakach rower. Gdy Ola wygodnie usadowiła się i trzymała ich za szyję. Sylwek czuł, że tak mógłby ją nieść nawet do Ornety. Dotarli do roweru, próbowali, trzymając rower z dwóch stron, wieść ją na ramie. Nie udawało się. Wkrótce będzie świtało a oni muszą być w domu nim wstaną rodzice. - Poczekajcie chwilę, mam pomysł.- Powiedział Mikołaj oddalając się, wrócił po chwili prowadząc konia. - Skąd masz tego konia? - Pasł się w zagrodzie, więc go pożyczyłem. - Mikołaj będziemy mieli kłopoty. - Jakie kłopoty, zawieziemy Olę do Jesionowa i konia puścimy. Każdy warmiński koń samodzielnie wróci do swojej zagrody. Gdy dotarli do domu ciotki Oli zrobiło się widno. Puszczony wolno koń pognał w kierunku Lechowa. - Całe szczęście, że jest widno, bo bym nie przejechał obok przestrzelonego krzyża. – Powiedział Mikołaj, gdy dotarli do Sylwkowej stodoły. W obejściu panował spokój, rodzice jeszcze spali. - Mikołaj nie mów nikomu, że byliśmy na tej zabawie, bo będą naprawdę poważne kłopoty. - Nie powiem. Przyrzekam. – Zasnęli na sianie. Po godzinie mieli pobudkę. - Wstawać śpiochy! Co całe życie chcecie przespać? – Usłyszeli głos ojca Sylwka. Tego dnia listonosz przyniósł wiadomość, że w Lechowie na zabawie zginął żołnierz. Milicja i WSW jeżdzą po wsiach i przesłuchują świadków. - Widzisz synu dobrze, że nie pozwoliłem na tą zabawę, bo mogłoby to skończyć się dla ciebie tragicznie. – Powiedział do Sylwka. Druga wiadomość to list do Sylwka z PSRM powiadający, o terminie obozu i rejsu kandydackiego. Informowano go również, że ma jak najszybciej dosłać zaświadczenie lekarskie o stanie zdrowia. Ojciec po przeczytaniu zawiadomienia powiedział. - Jutro pojedziesz do Ornety do przechodni lekarskiej. Warmińska przyroda daje siłę i zdrowie swym mieszkańcom, więc i Sylwkowi nie poskąpiła tych darów. Lekarz po zbadaniu stwierdził. - Masz zdrowie jak koń i nadajesz się na marynarza. – Zaczął wypisywać zaświadczenie. - Gdzie mieszkasz? - Miłkowo poczta Lechowo. - To tam gdzie Ukraińcy zamordowali polskiego żołnierza? - To nie prawda, to nie Ukraińcy! - Odruchowo zaprotestował Sylwek. - A co ty o tym możesz wiedzieć. – Ofuknął go lekarz. - Nie. Nic. Tak tylko powiedziałem – potulnie odpowiedział. Jeszcze nie wiedział, jaki jest cel takich nieprawdziwych informacji krążących nieoficjalnie. Jeszcze nie wiedział, że internacjonalizm o zadekretowanej przyjaźni międzynarodowej, przysłany z Moskwy, nie miał za zadanie wyjaśnienia krzywd i tworzenia normalnych relacji między poszczególnymi narodami, lecz miał podsycać nienawiść i wrogość, bo takie społeczeństwo łatwo pozbawić godności i nie pozwolić na wolność. Jeszcze nie wiedział, że żołnierze mieszkający na południu odbywali służbę na północy, a z północy na południu, dlatego by przypadkiem w roku siedemdziesiątym i osiemdziesiątym nie spotkali pod bramami stoczni swoich kolegów albo krewnych. Sylwek tego wszystkiego jeszcze nie wiedział.
wtorek, 13 lutego 2007, edward.bernatowicz
|