|
Blog > Komentarze do wpisu
Zabawa odpustowa w Lechowie
- Mikołaj mam nadzieję, że ty do tego świętego nie będziesz się modlił? - Nie będę. Ja mam porządnego świętego, Mikołaja. Ale wydawało się, że miałem ci w czymś pomóc. A ty gadasz, dyrdymały o świętych. - Ojciec nie chce puścić na zabawę do Lechowa. - Co? Olga tam będzie? – Mikołaj znał słabość swego przyjaciela. - Tak - Mam plan muszę tylko zapytać matkę czy pozwoli mi spać u ciebie na sianie. Przeniesiemy się na ten tydzień na siano do waszej stodoły. – Powiedział po zastanowieniu się. - Mój ojciec na pewno się zgodzi. Domyślam się twego planu. Rodzice nie podejrzewając podstępu zgodzili się. Spiskowcy przenieśli się na noce do stodoły. W upalne lato wstawało się, wcześnie o wschodzie słońce. Żar lejący się z warmińskiego nieba w skwarne południe nie pozwalał na prace w polu. Przerywano, więc prace i odpoczywano w chłodnych zacienionych domach. Gaszą pragnienie, zimnym zsiadłym mlekiem, przechowywanym w ciemnych przepastnych piwnicach. By, gdy upał zelżeje powrócić ponownie do pracy. W niedzielny wieczór, tuż po zachodzie słońca rodzice Sylwka położyli się spać. O świcie czekała ich praca. Na ten moment tylko czekali spiskowcy. Rower Sylwka był przygotowany. - Mikołaj, co z twoim rowerem? - Niestety. Będziemy musieli jechać jednym, bo mój jest w szopie zamknięty na kłódkę. Przecież do domu po klucz nie pójdę. - Jedziemy! – Niczym był trud jazdy po wertepach polnej drogi, gdy tam czekała Ola. Mogli Jechać lepszą droga przez Jesionowo. Lecz tam był Przestrzelony Krzyż. Po raz drugi nocą tamtędy nie pojadą. Odpustowa zabawa ludowa w Lechowie odbywała się w poniemieckiej sali-świetlicy ze sceną, na której rozlokowała się orkiestra w składzie akordeon, saksofon perkusja. Z resztek malowideł na ścianach i lekko rzeźbionych belek wysokiego stropu można było wywnioskować ze czasy świetności ma za sobą. Socjalistyczne zarządzanie na tych ziemiach potrafiło tylko rujnować to, co wojska sowieckie nie zdążyły spalić w czasie wojny - Mikołaj, jaką masz kasę? - Dziesięć złoty akurat na bilet. A ty? - Ja mam trzydzieści. Dziesięć na bilet i dwadzieścia na walczyk czekoladowy. - Ten walczy to złodziejstwo – posumował Mikołaj. Skąd się wziął, zwyczaj walczyków czekoladowych na zabawach wiejskich. Czy został przywieziony przez Centralaków, Wilniaków czy też przez Ukraińców? Nikt nie pamiętał. W każdym razie organizatorzy wiejskich zabaw chętnie go stosowali, bo dawał im dodatkowy dochód. Na czym polegał walczyk czekoladowy? Gdy zabawa była w kulminacyjnym momencie zazwyczaj około północy i tańczyło najwięcej par, orkiestra przerywała i ogłaszała. „Walczyk Czekoladowy” W dalej kontynuowanym tańcu, organizatorzy podchodzili do tańczących z pudełkiem czekolad i tancerz musiał kupić swej partnerce czekoladę za dwadzieścia złoty wartą w sklepie dziesięć, choć rzadko one w sklepach bywały. Tancerz tracił honor, gdy odmówił zakupu lub nie posiadał pieniędzy, co chłopcom w wieku Sylwka często się zdarzało. Pensja, w pobliskim pegerze, wynosiła mniej niż tysiąc złoty. - Patrz tam obok sceny siedzi twoja Ola z siostrą i jej kolegą. – Powiedział Mikołaj, gdy weszli do sali. Przy wejściu po lewej stronie był „bufet obficie zaopatrzony” jak pisało na plakatach ogłoszeniowych. Jego obfitość polegała na tym, ze stało tam kilkanaście skrzynek z wódką „Czystą” i winem marki „Wino” oraz kilkanaście skrzynek napoju zwanego „Oreżada”. Do, zakańszania, bo na zabawę ludową nie przychodziło się jeść, można było dostać porcję kiełbasy zwykłej z bułką lub herbatniki Pettit Beri lub konserwę rybną. Tym razem Koło Gospodyń Wiejskich, które było organizatorem zabawy, stanęło na wysokości zadania i przygotowało bigos, który na początku był gorący, później ciepły, a później nie zdążył być zimny, bo go zabrakło. Zabawa trwała. Na stołach, ustawionych wzdłuż ścian, ze zbitych desek, położonych na deskowym krzyżakach i przykrytych, ceratą, stały ćwiartki, półlitrówki oraz i szklanki, które można było otrzymać kaucją w bufecie.. - Dobrze, że przyślijcie - powiedziała Ola, gdy usiedli obok. – Bo ten lekko pijany amant, nie dawał mi spokoju. - Powiedziała dyskretnie wskazując na młodzieńca w czarnym „kościelnym” garniturze, białej koszuli i kwarcie na gumce. Dla Sylwka nie istniało siermiężne tło zabawy, gdy tańczył z Olą. Ona tak jak on lubiła czytać książki, więc mile się rozmawiało, czując jej bliskość. - Sylwek idę sprawdzić czekoladowy system – powiedział cicho Mikołaj. - Co już się zbliża dwunasta? Mieli opracowany system by nie wpaść w pułapkę „czekoladowego walczyka”. Przed dwunastą naprzemian pełnili dyskretne dyżury obok bufetu. Gdy w bufecie zaczynano przygotowywać czekolady, nie tańczyli, by nie kupować czekolady i wyjść z honorem. Po czekoladowym walczyku tańczyli dalej. Tym razem tylko Mikołaj robił unik. Sylwek miał przygotowaną kasę na czekoladę dla Oli. - A ci, co tu robią? – Powiedział do Oli widząc w drzwiach sali trzech żołnierzy w polowych mundurach świadczących, że urwali się bez przepustek. Po skończonym tańcu wrócił spod bufetu przestraszony Mikołaj. - Podsłuchałem. Szykuje się rozróba. Ci żołnierze to koledzy kaprala Zenka. Naczelnik poczty poszedł zadzwonić po WSW. Na podwórku jest ich więcej. Chyba chcą się zemścić za przygodę z cielakiem. piątek, 09 lutego 2007, edward.bernatowicz
|