Bursztynowa Miłość , Czerwona Błyskawica, Przestrzelony Krzyż, Czerwone Szakale, Miłkowo - serce Warmii
Blog > Komentarze do wpisu
15 Pociągi "przyjaźni polsko-radzieckiej"

         Jadą pociągi „przyjaźni polsko-radzieckiej”. Często się mówi „załadowano do bydlęcych wagonów”. Jakże mylne jest te określenie. Transport bydła w owym czasie był luksusem w porównaniu z transportem zesłańców. Dla władzy sowieckiej zwierzęta miały większą wartość niż ludzie.

         Nawet Mojry, starożytne prządki ludzkiego losu nie przewidziały, że tkane przez nie nicie życia mogą tak okrutnie krzyżować się. Biruta trafiła do tego samego wagonu, co i rodzina Ryczali. Nie przyznała się do współpracy z NKWD. Powiedziała tylko, o swej pracy u lekarza. Ta informacja oczywiście zainteresowała Wincentego.

         - Co się stało z nim? – Dopytywał się.

         - Uciekł z Rachelą.

         - A dziecko?

         Skąd on wie o dziecku?

          Chyba dowiedział się, gdy Szaloma sprawdzał transport. – Pomyślała. Nie może powiedzieć prawdy o tym, co widziała, mogłoby to zdradzić, że współpracowała z sowietami.

         - Zabrali ze sobą. – Powiedziała prawdę w przekonaniu, że kłamie.

         - Dzięki Bogu – z ulgą powiedział, Wincenty.

          Władza sowiecka przez cały czas swego panowania lubiła donosy, ale nie lubiła donosicieli. Biruta trafiła do transportu tylko w tym, co miała na sobie. Nie mogła zrozumieć, dlaczego rodzina Ryczalów otoczyła ją opieką.

          Dziesiątki transportów płyną na bezkresną Syberię. Transport godzinami stoi na bocznicy by ponownie ruszyć dalej. Ural. Widać kominy huty. Od trzech dni nie mogli zaopatrzyć się w wodę. Zatrzymuje się. „Opiekunowie” z gwiazdami na czapce pozwalają na zaopatrzenie się w wodę z płynącego rowu-strumienia.

         - Nie pijcie tej wody! - ostrzega Wincenty widząc zbytnią „łaskawość” sołdatów.

         Ma uzasadnione przeczucia. Ci, co nie posłuchali na drugi dzień chorują i niektórzy umierają. Była to woda przemysłowa z huty. Oprawcy śmieją się z zrobionego „dowcipu”.

Cdn.

 

środa, 28 marca 2007, edward.bernatowicz